Artykuły > Świadectwa > Dziękuję Bogu

DZIĘKUJĘ  JEZUSOWI  ZA  ŻYCIE   I ZBAWIENIE !  

  

      Świadectwo mojego zbawienia [przywrócenia do życia] przez Stwórcę wszechrzeczy JEDYNEGO ŻYWEGO BOGA.
Tak naprawdę nigdy w swoim życiu nie szukałem Boga,  gdzieś w mojej podświadomości wiedziałem, że jest coś od czego wszystko pochodzi,  lecz raczej nie nazywałem tego czegoś Bogiem.
     W wieku 20-stu lat ożeniłem się z wspaniałą dziewczyną Lonią, która wciąż jest moją żoną; za co dziś dziękuję Bogu. Potem urodził  się nasz najstarszy syn Mikołaj.  Radość była ogromna, jednak obowiązek wychowywania naszego syna często mnie przerastał.  Na szczęście ona stawała na wysokości zadania. Gdy Mikołaj miał pół roku dostałem wezwanie do wojska i tak na dwa lata, z krótkimi przerwami na urlop, musiałem rozstać się z moją kochaną rodziną. Dwa lata w wojsku miały duży wpływ na brak bliskiego kontaktu z Mikołajem, to w późniejszym okresie czasu zaowocowało tym, że prawie cały ciężar wychowania naszego syna wzięła na siebie Lonia.  Przez co jakby nieświadomie sam uwolniłem się od tego obowiązku. Od tego czasu prowadziłem życie  na tzw. luzie, to znaczy praca, dom, wędkowanie i dość częste wypady z kolesiami na alkohol do knajpy, gdzie "miło" upływał mi czas.
     Dzisiaj wiem, że inspiratorem  tego rodzaju życia był diabeł (szatan, wąż starodawny), który przez większość mojego życia siedział mi na karku, a ja będąc nieświadomy jego istnienia pozwalałem się jemu prowadzić.
    Jest to przebiegły przeciwnik, który wmawia człowiekowi, że tak naprawdę nie istnieje, a tym samym prowadzi człowieka bez trudu do miejsca, które przeznaczone jest dla niego (szatana) i jego aniołów, a jest to piekło.
     Mamy z Lonią jeszcze dwóch synów  Jakuba i Szymona. Kuba urodził się  siedem lat po Mikołaju, a Szymon  siedem  lat po Kubie. Uważamy nasze dzieci za wspaniały dar Boży. Bardzo przemawiająca jest dla nas liczba siedmiu lat pomiędzy narodzinami każdego z naszych synów. Chwała za to Bogu.
     Moja świadomość istnienia Boga zaczęła we mnie dojrzewać,  po  kolejnych odwiedzinach mojej siostry Marii około osiem lat temu. Ona mieszka w Gorzowie Wlkp. i  przynajmniej raz w roku staramy się nawzajem odwiedzać. Wtedy była od kilku lat nowo narodzoną osobą,  pierwszą w naszej rodzinie, która oddała swoje życie Jezusowi. Kiedy przyjeżdżała do nas opowiadała nam o Jezusie, o Jego zbawieniu, o działaniu w jej życiu, Jego cudownej mocy, o uzdrowieniu jej syna Michała z choroby, (z której lekarze nie dawali mu szansy uzdrowienia), o wolności i pokoju, który Jezus wniósł do jej życia. Siadaliśmy przy niej i słuchaliśmy  opowiadań aż do późna w nocy - o Cieśli z Nazaretu, który dokonywał wspaniałych zmian w jej życiu. To dawało wiele do myślenia. Moje życie powoli zmieniało się, chodziłem co prawda czasem jeszcze do knajpy, ale ku mojemu zdziwieniu zacząłem moim kolegom mówić o miłości Bożej, o Jego łasce, miłosierdziu; mimo, że wtedy nie znałem jeszcze zbyt dobrze pisma świętego (Biblii). Żadne argumenty moich kolegów nie mogły podważyć słów, które  wypowiadałem. Dzisiaj wiem, że już wtedy Duch Święty posługiwał się mną, sam byłem zdziwiony formą i treścią wypowiadanych przez siebie słów. Dar ten jednak minął po pewnym czasie, ale moje życie już nie było takie samo.
     Zacząłem częściej zaglądać do biblii i poznawać wolę Bożą. Pochodzę z rodziny katolickiej, więc udział w niedzielnej mszy był dla nas czymś normalnym, jednakże w tym czasie zacząłem porównywać wolę Bożą zawartą w Biblii  z praktykami kościoła katolickiego, głównie w związku z wyznawaniem grzechów (spowiedzią). Podjęliśmy wtedy decyzję,  że nie będziemy dłużej uczestnikami spowiedzi przy konfesjonale, lecz z naszymi grzechami stawać będziemy bezpośrednio przed Bogiem. Pismo Święte mówi:
1 list Jana rozdz.1 werset 9: "Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i  oczyści nas od wszelkiej nieprawości".
     Mijały kolejne lata i moje poznanie Biblii  było coraz większe, co w efekcie spowodowało, że przestaliśmy chodzić do kościoła na msze. W sercach mieliśmy dylemat, co dalej, jak wychowywać nasze dzieci bez społeczności z żywym kościołem, jak dalej żyć?
     W tym czasie byłem bez pracy, podjęliśmy z Lonią decyzję o wzięciu w dzierżawę kiosku ruchu, który od dłuższego czasu był w naszym mieście nieczynny. Wówczas zaczął się kolejny etap w moim życiu poznawania Boga, i Jego woli. Miałem teraz mnóstwo czasu i ogromne pragnienie czytania Biblii. Pochłaniałem werset za wersetem, stronę po stronie, Bóg był tuż obok. Zmieniał się mój stosunek do życia i ludzi. Pewnego dnia zacząłem czytać list do Rzymian i w dziesiątym rozdziale, dziewiątym wersecie przeczytałem te oto słowa: 
" Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu"
     Dotarło do mnie pytanie, które zadawała mi wcześniej Maria moja siostra, czy oddałeś swoje życie Jezusowi?  Przedtem nie wiedziałem co ono oznacza, nie rozumiałem tego pytania, teraz było ono dla mnie jasne i zrozumiałe. Duch Święty poprowadził mnie w modlitwie, w której pokutowałem z dotychczasowego grzesznego życia, wyznawałem przed Bogiem grzechy, a one pojawiały się w moim umyśle, tak jakbym popełnił je wczoraj. Pamiętałem je z najmniejszymi szczegółami, choć wcześniej wydawało mi się to niemożliwe. W owy lutowy dzień 2003 roku oddałem swoje życie Jezusowi Chrystusowi. Od tego czasu jeszcze gorliwiej studiowałem Biblię, a prawdy w niej zawarte zaczęły wypełniać moje serce i umysł. Żyłem słowem Pana, kiedy wracałem z kiosku do domu dzieliłem się z Lonią Bożą wolą i obietnicami jakie miał dla nas Bóg. Słowa przeczytane w Biblii trafiały do mojego serca i dotyczyły mnie i mojej rodziny. Lonia myślała, że oszalałem, mimo to nie przestawałem mówić jej o Bożej miłości do nas, i Jego planie  zbawienia dla niej, naszych dzieci i całej rodziny.
     

c.d. "Dziekuje Bogu cz.II"


© 2009 Krotoszyn.cc. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: DDC Webdesign