Artykuły > Świadectwa > Moje świadectwo
Åšwiadectwo
    Urodziłam się i wychowałam w rodzinie katolickiej. Moi rodzice zadbali, abym miała wiedzę na tematy religijne. Sami przez długi czas byli dla mnie przykładem „religijnego" życia. Czynnie uczestniczyli w życiu swojej parafii. Starali się żyć przestrzegając Bożych przykazań i tradycji Kościoła Katolickiego.
    Natomiast ja, mimo iż chodziłam do kościoła i byłam uznawana przez znajomych i przyjaciół za osobę religijną, zastanawiałam się, czy Bóg w ogóle istnieje. Owszem, zwracałam się do Niego w chwilach rozterek, ale kiedy życie układało się po mojej myśli, sama byłam sobie sterem, żeglarzem, okrętem . Nawet wtedy, kiedy Bóg odpowiadał na moje modlitwy, tłumaczyłam to zbiegami okoliczności. Starałam się „żyć z Bogiem", ale nie wiedziałam tak naprawdę, na czym to powinno polegać. Traktowałam Boga jak sędziego, który obserwuje ludzi i nie angażuje się w życie tu na ziemi, tylko odnotowuje w księdze po przeciwnych stronach nasze grzechy i dobre uczynki. Tak mnie uczono. Myślałam, że jest surowy i niedostępny. Nigdy nie sięgnęłam do Biblii. Traktowałam ją jako Księgę o wartości jedynie historycznej.
   Pewnego dnia poznałam Roberta, mojego obecnego męża. Był człowiekiem od kilku lat nawróconym. Podjął świadomą decyzję, aby pójść za Jezusem jako swoim Panem i osobistym zbawicielem. Kiedyś spytał mnie, czy wiem, że Bóg jest wspaniały i czy wiem, że On mnie kocha. Odpowiedziałam pośpiesznie, że nie wiem i nie jestem pewna, czy On istnieje. Ta kwestia nie dawała mi spokoju. Zaczęłam analizować moje życie i uświadomiłam sobie, że nie powiedziałam prawdy. Gdzieś w głębi serca tliła się świadomość, że Bóg jest. Mimo iż moje życie duchowe praktycznie nie istniało, poczułam, że On istnieje. Nie wiedziałam, kim jest, jaki jest, nigdy nie doświadczyłam Jego obecności, ale miałam świadomość, że to Bóg musiał stworzyć świat i wszystko, co mnie otaczało. Uświadomiłam sobie moje zagubienie i bezcelowość swojego życia. Zapragnęłam zmiany. W moim sercu pojawił się głód Bożej obecności. Pewnej nocy zmieniło się wszystko. Takiej reakcji ze strony Boga nie spodziewałam się. Obudziłam się i zobaczyłam jasność w pokoju. Wiedziałam, że ktoś jest ze mną, ale nikogo nie widziałam. Czułam tylko nadprzyrodzony pokój i radość, pełnię szczęścia, której źródłem mógł być tylko Bóg. Padłam na kolana i przepraszałam Go za wszystko: za to, że nie wierzyłam, za grzechy, za wątpliwości, za to, że do tej pory szłam swoja drogą nie pytając Boga o radę i kierownictwo w moim życiu, za to w końcu, że nigdy tak naprawdę nie oddałam Jezusowi swojego życia.. Muszę szczerze przyznać, że nawet do głowy mi nie przyszło, że rzeczywistość duchowa może być tak realna. Moja modlitwa trwała około 3 godzin. Kiedy wstałam, wiedziałam, że otrzymałam od Boga nowe życie. Postanowiłam zacząć wszystko od nowa − razem z moim Panem, Jezusem Chrystusem. Czułam, że jestem wolna. Moje wszystkie grzechy zostały zmazane, bo szczerze wyznałam je Bogu. Wiedziałam, że to stało się naprawdę. Tej nocy Jezus dotknął mojego ramienia, a ja chciałam Go zatrzymać. Powiedziałam do Niego, aby mnie zabrał ze sobą, ponieważ pierwszy raz w życiu czułam, że jestem bez grzechu. Poznałam prawdziwy sens męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa.
  Taki był mój początek. Jezus otworzył mi oczy. Bardzo potrzebowałam potwierdzenia, że jestem dla Niego ważna, że On mnie kocha i że się o mnie troszczy. Zaczęłam czytać Pismo Święte, nie jak książkę historyczną, ale jak testament mojego kochanego Pana. Bóg mówił do mnie przez swoje Słowo i pozwalał się poznawać. Dziś wiem, że to była najpiękniejsza, ale nie jedyna chwila z Bogiem. Takie chwile mogę przeżywać codziennie. Jezus napełnił mnie swoją miłością. Dał mi nowe życie. Dba o mnie już od czterech lat i - tak jak obiecał w swoim Słowie - nigdy mnie nie opuści
  Obecnie jestem członkiem Kościoła Zielonoświątkowego. Dziękuję Bogu za siłę i odwagę, za pozytywną zmianę, która nastąpiła w moim życiu. Dziś mam głębokie pragnienie podobania się przede wszystkim Bogu, a nie jedynie ludziom. Zrozumiałam, że nie ma niczego ważniejszego w życiu od zbawienia duszy.
                                                                                           Lucyna Adamkiewicz



