Artykuły > Biblioteka > Czytam duszę jak książkę
Dmitrij Bierieziuk - „Czytam duszę jak książkę”
Od redakcji:
Już wkrótce minie 30 lat od momentu, w którym Dmitrij Haritonowicz Bierieziuk rozpoczął działalność w służbie dla Boga usługując bezcennym darem. Pan uzdrowił przez jego ręce tysiące chorych ludzi.
Główny redaktor „Błagowiestnika” odwiedził brata Bierieziuka i przeprowadził z nim wywiad. Rozmowa dotyczyła wielu zagadnień z życia duchowego: począwszy od metod walki z siłami zła, a na problemach w rodzinie i małżeństwie skończywszy. Każdy, kto szczerze pragnie być bliżej Pana, znajdzie w tym artykule wiele ciekawych informacji korzystnych dla duchowego wzrostu.
1995 r.
DLACZEGO LUDZIE CHORUJĄ?
Wiktor Kotowski: (główny redaktor). Nasz świat przeżywa trudne czasy: niestabilność polityczną, ciężki kryzys ekonomiczny, niepewność przyszłości. Sporo przykrości sprawiają nam choroby. Naukowcy twierdzą, że w naszym kraju nie ma ani jednej osoby całkowicie zdrowej wśród dorosłych obywateli. Niekiedy wysokie koszty leczenia uniemożliwiają chorym pozbycie się najprostszych dolegliwości, nie mówiąc już o ciężkich chorobach, nad którymi oficjalna medycyna rozkłada tylko bezradnie ręce. Bóg oczywiście ma moc, by uzdrowić każdą chorobę. Są też ludzie, których używa, aby uzdrawiać innych. jednak nie każdy wierzący ma taką możliwość. Biblia twierdzi, że trzeba mieć szczególny dar od Pana. Nasi czytelnicy pytają: „Czy obdarowanie przez Boga nie jest przypadkiem związane z jakimiś szczególnymi zdolnościami człowieka, który otrzymuje dar?”
Chciałbym, bracie, byś powiedział naszym czytelnikom czy posiadasz jakieś nadprzyrodzone zdolności, dzięki którym dokonują się te cudowne uzdrowienia?
Dmitrij: Żadnych nadprzyrodzonych zdolności nie posiadam. Jestem zwykłym wierzącym, jestem tylko świadkiem Chwały Bożej i nie wiem dlaczego Pan wybrał właśnie mnie, ale jestem Mu za to wdzięczny.
Wiktor: Czy chcesz powiedzieć, że uzdrowienie człowieka takim nadprzyrodzonym sposobem ani trochę nie zależy od Twoich zdolności czy szczególnej chęci?
Dmitrij: Tak.
Wiktor: W jaki sposób Pan daje Ci zrozumieć swoją wolę o uzdrowieniu?
Dmitrij: Klękam na kolana, zaczynam się modlić i Bóg objawia mi. Czytam duszę jak książkę. Wystarczy spotkać się z człowiekiem i już wiem, jaki ma grzech, co robi, o czym marzy, czego oczekuje. Niedawno byliśmy w Polsce i odwiedzaliśmy wierzących; jest tam jeden brat, kaznodzieja, bardzo znana osoba. Spotkaliśmy się, a Bóg od razu pokazał mi jego serce. Nawet trochę się speszyłem, brat miał bowiem poważne grzechy. Co wtedy robić? Przecież Bóg pokazuje serca nie dla zabawy, chce je leczyć. Wtedy zaczynam mówić: „Czy wiesz, bracie, są takie grzechy w ludziach..., ile robią krzywdy, ile dzieci Bożych straciło łaskę i jaka kara czeka na tych grzeszników?” W taki sposób przeprowadzam lekką, pozornie niezobowiązującą rozmowę. A ta osoba słucha i zastanawia się. Powiedziałem do niego: „Przez ten grzech ludzie nie będą mieli sukcesu ani w pracy, ani w życiu osobistym.” Mówiłem do niego, mówiłem, a później on zwrócił się do mnie: „Wiesz co, bracie, chodź ze mną” i prowadzi mnie przez miasto, później za miasto, później drogą do lasu. Droga już się skończyła, a my wciąż idziemy lasem. Było to na wiosnę, a są akurat wtedy kałuże, błoto, wilgotny mech. Prowadzi mnie, prowadzi, a potem pada twarzą w mech i zaczyna płakać: „Mój drogi bracie, ja mam wszystkie te grzechy, o których mówiłeś, otworzyłeś moje serce. Ciebie przysłał tutaj Bóg, żeby wybawić mnie z tego bagna i teraz będę wyciągał wszystkie grzechy z mojej duszy, wszystko takim jakim jest.”
Wiktor: Chwała Panu!
Dmitrij: I powiem wam, że takie wydarzenia czasami mają miejsce. Niby pracował dla Boga, ale szatan związał go łańcuchem.
Opowiem jeszcze jedno zdarzenie. Było to w Polsce: pojechaliśmy do pewnej siostry, która przez wiele lat leżała chora, była sparaliżowana. Już tyle różnych osób modliło się o nią, tylu braci przyjeżdżało. Bracia byli nawet z Ameryki, ponieważ mąż jej tam emigrował i zarabiał dużo pieniędzy, a jeżeli któryś z sąsiadów wracał do Polski, kierował ich, aby odwiedzili żonę i pomodlili się o jej uzdrowienie. Znajomy brat mówił: „Jeśli chcesz, odwiedź ją, ale tam taka sprawa..., już wszyscy tam byli”. Słuchałem głosu brata i zarazem głosu szatana. Od razu zrozumiałem, że z tą siostrą dobrze popracował szatan i teraz mocno ją trzyma w swoich kajdanach. Brat powiedział tak: „Jak chcesz – możesz iść, jeśli nie, nie trzeba. I tak to nic nie da.” Mówię więc do niego: „Wiesz, bracie, pójdę do tej siostry, ale mam jeden warunek.” „Jaki?” – pyta. „Zanim zaczniemy modlić się o uzdrowienie – odpowiadam – musimy odszukać korzeń choroby.” I podaję mu werset z Pisma: „Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, aby jakiś korzeń gorzki, który wyrasta do góry, nie spowodował zamieszania, a przez to nie skalali się inni” (Hebr. 12:15). Mówię do niego: „Jest taki korzeń, który siedzi na wierzchu, a jest taki, co siedzi głęboko i to w taki sposób, że robi wielką krzywdę. Trzeba go wyrwać, a wtedy wszystko będzie w porządku.” „W takim razie, idziemy” – mówi brat. I poszliśmy do niej, a ona siedziała na wózku więc zaczęliśmy rozmowę. Wskazałem tylko na jeden jej grzech, a dalej zaczęła wyznawać sama. Chwała Bogu! Powiedziała: „Słyszę, że Chrystus jest tutaj obecny, nie mogę ukryć się przed Nim!” Po pokucie poczuła ulgę w swoim sercu. Odpowiedziałem jej: „Chwała Bogu! Jeżeli czujesz ulgę w sercu – wstawaj i idź!”, a ona podniosła się i poszła. Alleluja!
Wiktor: Bracie Mitia, proponuję zanalizować, co to jest choroba z duchowego punktu widzenia?
Dmitrij: Kiedy Jezus uzdrowił kobietę, która miała ducha niemocy, była zgarbiona i nie mogła się wyprostować, powiedział: „A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, czy nie należało uwolnić od tych więzów (…)?” (Łk.13:16). Lekarze postawiliby tylko diagnozę: reumatyzm i koniec, a Chrystus stwierdził: „szatan ją uwięził”. W Piśmie Świętym jest wiele miejsc, które mówią o tym, że choroba jest od szatana. Jest ich wielu, tych służących szatana, bardzo wielu.
Wiktor: Czy nie od złych duchów pochodzą choroby?
Dmitrij: Oczywiście. Są choroby od duchów, ale są też po prostu choroby ciała. Nawet podam przykład: znam braci, którzy wypędzali demony z innego brata. Była to choroba podobna do padaczki: wywija człowieka i rzuca o ziemię. Wypędzają, wypędzają, a nic się nie dzieje. Kiedy przyjechałem i pomodliłem się, Bóg pokazał mi, że „nie ma w nim żadnego demona”. Pytam: „Posłuchaj, bracie, może kiedyś uderzyłeś się w głowę?” Odpowiada: „No tak, kiedyś jechałem na rowerze i chciałem przejechać pod szlabanem.” „Od kiedy masz takie napady?” – „Od razu się zaczęło, dwa, może trzy tygodnie później”. Po takim wypadku jest potrzebne uzdrowienie ciała, ale może wystąpić również choroba psychiczna. A bracia nakazywali: „Wyjdź demonie! Wyjdź demonie!” Później sami się śmiali. Tak to wygląda, kiedy bez objawienia zabiera się do takich spraw.
Wiktor: Jak wyglądają demony chorób? Czy miałeś okazję zobaczyć je? Niektórzy twierdzą, że wyglądają jak żywe stworzenia, mają organy ruchu, głowę i oczy.
Dmitrij: Też słyszałem o tym, ale nie widzę ich. Bóg pokazuje mi po prostu, jaką chorobę ma osoba, przyczyny tej choroby i gdzie trzeba nałożyć ręce. Bóg mówi również, w jaki sposób mam zastosować władzę duchową. Przepływa przeze mnie moc Pana i zaczynam działać.
Wiktor: Bracie Mitia, widzimy jak wielu ludzi cierpi przez moc szatana. Powiedz mi proszę, kiedy zły duch wchodzi w człowieka, czy jest w tym wina samego człowieka? Innymi słowy: żyję na przykład czystym życiem, a on doczepił się. Czy tak może być?
Dmitrij: Nie, tak być nie może. Opowiem jedno zdarzenie. Kiedyś przyszli do mnie i powiedzieli o jednej siostrze, że jest w niej demon. Jeżeli jest opętana, będziemy się modlić. Zainteresowałem się tym, jak ma na imię demon. Pytam go: „Zły duchu, w imieniu Jezusa Chrystusa powiedz, jak masz na imię?” i dał mi odpowiedź.
Wiktor: Czy może odmówić odpowiedzi?
Dmitrij: Nie! Stoi przed sługą Boga i jest zmuszony do mówienia prawdy. Po raz pierwszy spotkałem takiego ducha. Pytam: „Przez jaki grzech wszedłeś w tego człowieka?” I dał mi odpowiedź. Mówię do niego: „Czy znasz Jezusa Chrystusa?” Odpowiada: „Znam. Wyrządził mi wiele złych rzeczy.” „Jakie zło ci uczynił?” Mówi: „Oddzielił ludzi ode mnie i nie pozwala mi dotykać Jego dzieci”. „W takim razie jak wchodzisz w nie?” On odpowiada: „Spójrz na młodzież waszą, jakie ubrania nosi i jak wypełnia słowo swojego Pana.” Dalej go pytam: „Czy wiesz, gdzie jest twoje miejsce?” Odpowiada: „Wiem, gdzie jest moje miejsce. Miejsce moje jest w piekle, ale zanim tam trafię, zrobię jeszcze wiele złych rzeczy.” To dlatego widzimy zło.
Wiktor: Powiedz, bracie, jak odbywała się ta rozmowa?
Dmitrij: Ten duch oszpecił siostrę, wykręcił jej twarz, wszystko wykręcił i zaczął przez nią mówić, jak przez rurę, jej ustami. Ona tego nie rozumiała, nie była tego świadoma.
Wiktor: Uważasz więc, że demon nie może wejść w człowieka, tak po prostu, bez przyczyny?
Dmitrij: Tak. Uważam również, że choroba jest od złego ducha. Musi być jakaś przyczyna.
Wiktor: Inny przykład: był człowiek w świecie, robił jakieś grzechy i to się w nim zagnieździło, potem taki człowiek nawrócił się i zaczął chodzić w świętości. W jaki sposób to się odbywa ? Czy jest możliwe, aby zły duch mieszkał w świętości?
Dmitrij: Może mieszkać bardzo długo. Kiedy dusza przychodzi do Boga potrzebuje dezynfekcji, oczyszczenia, oczywiście w sensie duchowym.
Wiktor: Czy uważa brat, że pokuta podczas kampanii ewangelizacyjnych nie wystarcza? Takich ewangelizacji, podczas których ludzie wychodzą setkami, by modlić się i pokutować?
Dmitrij: Nie bardzo wierzę, że te setki pokutują szczerze. Jest to pokuta jednorazowa, bo gdyby to była szczera pokuta, mielibyśmy sto razy więcej wierzących, niż jest w rzeczywistości. Nie mam nic przeciwko wielkim kampaniom ewangelizacyjnym i nie mam nic przeciwko masowej wierze. Jestem jednak za tym, by kościół miał pewną duchową ochronę. Podobnie jest w pszczelim ulu, tam przy wejściu stoją strażnicy, którzy sprawdzają każdą pszczołę. Jeżeli pojawia się obca pszczoła, zabierają ją na bok, odgryzają jej skrzydła i koniec. Bardzo staranny porządek. Z każdą duszą, która się nawróciła, trzeba pracować bardzo skrupulatnie i uważnie. Nie chcę powiedzieć, że w kościołach tego się nie robi. Robią, ale nie wszędzie i często bardziej ze względów formalnych. Uważam, że podczas głębokiej rozmowy trzeba dostać objawienie od Boga, który otwiera serce człowieka i podpowiada, co robić. Jeżeli jest to kaleka duchowy lub chory, trzeba przeprowadzić – jak twierdzą lekarze – badanie duszy. Wiecie, teraz rodzi się dużo duchowych niemowląt, jest wielu takich ludzi, którzy pomagają im się narodzić, jednak zdecydowanie mniej jest niań. Dlatego niemowlęta rodzą się, ale zaraz umierają. Sądzę, że kiedy dusza przyjęła Jezusa Chrystusa i pokutowała, trzeba ją doprowadzić do tego, żeby została ochrzczona Duchem Świętym. Kiedyś przyjechały do mnie dwie kobiety oraz kierowca i przywieźli chorą. Zupełnie niewierzące osoby. Przyjechali, jak do jakiegoś czarownika, bo ktoś im powiedział, że niby uzdrawiam. Ubrane według mody, umalowane. Najpierw wytłumaczyłem kim jestem, potem opowiedziałem o Bogu, o wierze, dlaczego jest potrzebny chrzest, jak bardzo kocha nas Pan, i co otrzymaliśmy od Niego. Były zdziwione: „Czy jest to możliwe, że są tacy ludzie na świecie?” „Są – odpowiadam – za pięć minut możecie być również wśród nich!” Odpowiedziały: „Tak? Chcemy!” Wówczas opowiedziałem im o raju i piekle, o Duchu Świętym i zbawieniu. „I co – mówię – chcecie, aby Pan ochrzcił was Duchem Świętym?” „Chcemy!” Pierwszym warunkiem, aby Bóg wziął osobę w swoje ramiona, jest szczera modlitwa. Później zaczęliśmy prosić o chrzest w Duchu Świętym i kiedy kontynuowaliśmy modlitwę, Bóg ochrzcił najpierw tę kobietę „przy kości”. Podniosła się z kolan pełna podziwu i powiedziała: ”Wiecie gdzie byłam?” „Gdzie byłaś siostro?” „Już wiem wszystko, byłam w niebie! Słyszałam słowa Boże: <<Wychwalaj mnie!>> Bóg jest! Bóg jest!” Wykrzyknęła to tak radośnie i wybiegła na zewnątrz. Wiem, że ludzie w takim stanie mogą biegać i chwytając przechodniów za ręce wołać: „Bóg jest! Bóg jest! Widziałam go!” Ludzie pomyśleliby, że ma coś nie tak z głową. Nie było jej 10–15 minut i zacząłem się martwić, a ona wbiega zadyszana, nie mogąc złapać tchu. „Wiecie, ludzie się zmienili! Bóg jest!” „Widzicie to? Już się zmienili dla niej ludzie.” Druga kobieta patrzy na nią z przerażeniem: „Ciebie Bóg ochrzcił Duchem Świętym, a ja co mam zrobić? Też będę się modlić. Chodź, pomodlimy się!” Także i ją ochrzcił Pan. Kiedy obie zostały ochrzczone Duchem Świętym, dowiedziały się, co to jest łaska Pana. Uścisnęły się i pocałowały, a wyglądały, jak gdyby po raz pierwszy się zobaczyły. Teraz przyjaźń ich jest inna. Potem poszły do tej chorej i powiedziały: „Dzięki Bogu za Twoją chorobę. Przez to poznałyśmy Boga!” I Bóg uzdrowił wszystkie trzy kobiety. A jedna z nich powiedziała: „Co mam robić, dostaję dużo pieniędzy.” Widzicie, dopiero co poznały Boga i od razu przed nimi powstało pytanie, co zrobić z brudnymi pieniędzmi. Pytam: „Jakie pieniądze? Skąd je bierzesz?” „Pracuję w restauracji, co mam robić z takimi pieniędzmi?” Mówię: „Oddaj biednym”. Widzicie to, kiedy w człowieka wchodzi Duch Święty, człowiek osądza samego siebie. Kiedy wyjeżdżały, nie powiedziałem im nawet: ubierajcie się tak i tak, nie noście tego i tego, tego nie zażywajcie, chociaż warto było, bo dość mocno były umalowane. Po prostu zapomniałem przez te wszystkie wydarzenia, nawet nie powiedziałem im do jakiego kościoła trzeba iść. One pojechały do domu, zaczęły szukać zboru i trafiły do baptystów, a tamci zobaczyli, że się modlą językami i wiecie, co się stało?
Wiktor: Zostały wygnane?
Dmitrij: Tych baptystów – a było ich 20 – Bóg ochrzcił Duchem Świętym dzięki tym siostrom! Chwała Mu! Później piszą do mnie list: „Bracie, przyjeżdżaj do nas, jest nas już większa grupka.” Przyjeżdżam i nie poznaję moich znajomych kelnerek. Ubrane skromnie, w chustkach, spokojne, łagodne, po prostu nie do uwierzenia! I nie ja to zrobiłem! Zrobił to Duch Święty! Kiedy Duch Święty zajmuje serce człowieka, zaczyna nim kierować i wskazywać, co jest dobre i święte. On również chroni duszę ludzką przed demonami i siłami zła. Chwała Panu!
TRZEBA ZNAĆ WROGA!
Wiktor: Doszliśmy do wniosku, że choroby ciała są związane z chorobą duszy, zobaczyliśmy przykłady takich chorób oraz drogę do uzdrowienia tych, którzy chorują. Będziemy kontynuować rozmowę na ten bardzo ważny temat. Wszyscy dobrze wiemy, że „nie toczymy walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich.” (Ef. 6:12). Zatrzymajmy się na tym, jak w praktyce może wyglądać taka walka. Wiecie, wśród niektórych chrześcijan krąży zdanie, że nie trzeba zwracać uwagi na szatana. Kiedy ktoś próbuje zanalizować jak działa szatan, do takiego brata mówią: „Wychwalasz szatana, poznajesz jego moc i tym samym go umacniasz.” Co sądzisz na ten temat, bracie?
Dmitrij: Jak można walczyć z przeciwnikiem z zamkniętymi oczyma nic na jego temat nie wiedząc? Akurat takie podejście pozwala szatanowi zwyciężać, on właśnie przez to się wywyższa!
Wiktor: Jakich chwytów używa szatan najczęściej?
Dmitrij: Najsilniejsza broń to duch zwątpienia. Dla szatana duch zwątpienia jest tym, czym dla człowieka pogotowie. Przypomnę takie zdarzenie: pojechaliśmy do pewnego miasta i przyprowadzili do mnie kobietę – jej ręce i nogi były powykręcane, a całe ciało w siniakach, ale kiedy Bóg jej pobłogosławił natychmiast została uzdrowiona ze wszystkich chorób. Wyszła taka, jakby się narodziła na nowo. Trudno było ją poznać. Minął rok, była zdrowa całkowicie. Poszła do pracy w kołchozie i pewnego dnia wracała z pracy, akurat po mocnym deszczu. Wszędzie były wielkie kałuże i przewinęła się jej taka myśl: „Byłaś taka chora i nie wolno ci było nawet palca w wodzie zmoczyć, a teraz idziesz na boso po kałużach”. Ta myśl zagnieździła się głęboko w jej sercu, a kiedy przyszła do domu i położyła się spać, w nocy powykręcało jej kolana i znów była chora. Duch zwątpienia to pierwsza rzecz, jaką nam szatan podpowiada, aby się obronić. Gdy tylko zaczynamy się modlić przeciw duchowi raka, od razu duch ten przekazuje wiadomość wyżej, swoim władcom: „Biada, wypędzają mnie!”, wtedy od razu leci na pomoc duch zwątpienia.
Wiktor: Zdarza się, że te zwątpienia, myśli, nie zależą od człowieka. Szatan poddaje je nam do głowy niezależnie od naszych chęci. Jak z tym walczyć?
Dmitrij: Walczyć można w jeden sposób: wysławiać imię Pana Jezusa Chrystusa. Zdarza się, że uzdrowienie nie przychodzi natychmiast i zdarza się też, że nie czujesz go od razu. Uzdrowienie ma tę właściwość, że rośnie. W rosyjskim tłumaczeniu jest napisane tak: „Uzdrowienie Twoje szybko urośnie” (Iz. 58:8). Powinniśmy wychwalać Go. W liście do Rzymian 10:8-9 czytamy: „Słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim. A jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie”. Kiedy wysławiamy Pana, wypełniamy się Jego chwałą. Trzeba napełniać się tą chwałą jak gąbka. Czasami po uzdrowieniu jeszcze przez dłuższy czas rany bolą, ale trzeba mieć wiarę, kiedy cierpisz, wysławiaj Pana! Wysławiaj! A wtedy Boża chwała wyprze wszystko, co pochodzi od szatana i żadne złe myśli nie przyjdą ci do głowy.
Wiktor: Wygląda na to, że kiedy wierzymy w uzdrowienie i wyznajemy je swoimi ustami, wtedy to nasze zdrowie umacnia się. I odwrotnie, kiedy szatan podsuwa nam zwątpienie i przyjmujemy je, wtedy choroba znajduje na nowo miejsce w naszym ciele.
Dmitrij: Tak.
Wiktor: Co ma robić człowiek, który został uzdrowiony, żeby choroba nie wróciła? Czy kiedy przychodzi zwątpienie, trzeba odpędzać te myśli słowami: „W imieniu Pana, szatanie, mówię do ciebie: odejdź!” I wysławiać Pana! Czy tak?
Dmitrij: Tak, i tylko w taki sposób! Duch zwątpienia – to bardzo mocny duch. Jest silniejszy od wszystkich innych złych mocy. To pierwszy duch, który zwiódł Adama i Ewę. Szatan wypuścił go do walki z Bogiem i kontynuuje to przez tysiąclecia – zwodzi ludzi do piekła, a my często nie doceniamy jego siły. Wszystkie grzechy zaczynają się od zwątpienia, a jak mały strumyk staje się wielką rzeką, tak samo ze zwątpienia wyrasta niewiara.
Wiktor: Wydaje się, że bardzo dokładnie rozpatrzyliśmy pytanie o to, jak łatwo, przez zwątpienia powodujące niewiarę, ludzie mogą utracić zdrowie, które dał im Bóg,. Ale powiedz, bracie, czy miałeś okazję kiedykolwiek modlić się o ludzi, których nie widziałeś ani razu, na odległość?
Dmitrij: Oczywiście, że tak. Często wcześniej praktykowaliśmy modlitwę o chustki i inne rzeczy. Ludzie później zawozili je do domu i przykładali do chorego miejsca. Pamiętacie? Jak we wczesnochrześcijańskim kościele.
Wiktor: A z takimi ciężkimi chorobami jak cukrzyca czy rak miałeś okazję się spotkać?
Dmitrij: Tak! Cukrzyca i rak to mocne duchy. Mówiliśmy już o tym, że są choroby ciała i ducha, ale jeszcze nigdy nie spotkałem raka, który byłby chorobą ciała, jest to wyłącznie choroba duchowa.
Wiktor: Czy można powiedzieć, że są takie choroby, które pojawiają się tylko i wyłącznie pod wpływem złych duchów?
Dmitrij: Bez wątpienia istnieje nieskończona ilość chorób, które pojawiają się w człowieku przez zadomowienie się w nim ducha choroby. Mówi się, że rak może być wynikiem radiacji lub urazu. Oczywiście, duchowi łatwiej jest rozpocząć pracę w przygotowanym miejscu w ciele człowieka, na przykład: jeśli choroba jest chroniczna lub jeśli jest to miejsce czymś urażone. Powiem więcej, ten duch może jeszcze pomóc człowiekowi wywrócić się i uderzyć.
Wiktor: Czy są takie przypadki, kiedy Pan odmawia komuś uzdrowienia?
Dmitrij: Tak, są! Podam bardzo jaskrawy przykład: są takie sytuacje, kiedy człowiek, który został uzdrowiony, może stracić swoje zbawienie – mówię teraz o osobie wierzącej. Wtedy trzeba porozmawiać z bratem lub siostrą: siostro, jesteś pyszna i zbytnio się chwalisz swoją pięknością! A jeżeli ona to wszystko przyjmie i pogodzi się z Bogiem, Bóg da jej uzdrowienie, ale czasami Bóg nie uzdrawia, ponieważ już uprzedził człowieka, a on nadal robi to samo. Pewnego razu przyszła do mnie siostra i od razu wywróciła się. „Bracie, całe życie spędzam chodząc po szpitalach. Mój dom jest spustoszony. I postanowiłam przyjść, dowiedzieć się, co powie mi Pan. Czy mnie uzdrowi, czy nie. ”Przyprowadziłem ją więc do Boga: „Będziemy się modlić”. Jak tylko zaczęliśmy się modlić, Bóg mi pokazał. Mówię do niej: „Wstawaj, masz grzech nieodpuszczony.” A ona pyta: „Jaki grzech? Nie mam żadnego grzechu!” „Jak to nie masz? Bóg mi pokazał! Powiedz, komu mam wierzyć Jemu czy Tobie?” Ale ona dalej ciągnie: „Nie mam grzechu!”. Mówię: „Masz i dlatego Bóg Cię nie uzdrawia! Teraz znów będziemy się modlić i już nie będę się pytał, czy masz grzech czy nie, lecz opowiem Twoje życie. Zgadzasz się?” Zgodziła się. „Będę mówić po kolei i liczyć na palcach, nie dojdę do pięciu, jak ujawni się Twój grzech.” Pomodliliśmy się i raz jeszcze zapytałem czy ma grzech, dopiero wtedy zacząłem liczyć na palcach i zadawać pytania. Po trzecim pytaniu wyznała swój grzech. Mówię do niej: „Nie wiem czy otrzymasz uzdrowienie, lecz mogę Cię pouczyć. Wiedz, że Bóg nasz jest Bogiem dobrym. Płacz, módl się, być może Bóg zlituje się nad Tobą.”
Kiedyś na spotkaniu modliliśmy się o uzdrowienie i jedna kobieta nie mogła dopchać się do mnie, ponieważ było za ciasno, więc położyła się na progu. Wychodzę – leży kobieta na progu. „Dlaczego leżysz?” – zapytałem ją. „Czekam na brata.” I wtedy nie spytałem Boga czy jest Jego wolą, abym ją uzdrowił, chociaż miałem czas. Przez nieustępliwość tej kobiety położyłem na nią ręce i zawołałem do Pana i Bóg ją uzdrowił. A jaki był tego wynik? Za jakiś czas Bóg wysłał mnie do pewnego zboru, a po nabożeństwie diakon zostawia ludzi na rozmowę. Prosi tę kobietę, która niedawno została uzdrowiona przeze mnie i teraz wyłączają ją ze zboru za rozpustę. Okazało się, że kiedy chorowała, była brzydka, bo choroba bardzo ją zniszczyła, a kiedy została uzdrowiona szatan od razu znalazł sposób. Bóg pokazał mi: „Widzisz, co zrobiłeś? Być może znacznie lepiej było dla niej przez jakiś czas być jeszcze chorą. A teraz kto wie, co będzie z jej duszą!” Wtedy pokutowałem: „Panie, tylko z woli Twojej, tylko z Twoim błogosławieństwem! Bez Twojej woli nie ruszę palcem!”
Wiktor: Kiedy mówiłeś, zabrzmiały takie słowa: „Przyprowadzić człowieka do wiary”. Co to znaczy?
Dmitrij: Często przypominam sobie słowa proroka Izajasza „Przez Jego rany zostaliśmy uzdrowieni” (Iz. 53:5). Proszę zwrócić uwagę: nie jest tam napisane, że zostaniemy uzdrowieni, lecz że zostaliśmy uzdrowieni. Uzdrowienie już nam zagwarantowano. Mamy je, musimy je tylko przyjąć. Nie trzeba szukać lub zarabiać na nie ciężką pracą. Jezus powiedział: „ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie.” (Łk. 4:18) Wolą Bożą jest nasze uzdrowienie, ale ludzie często nie są tego świadomi.
Wiktor: Czy w takim razie można stwierdzić, że wszystkie dzieci Boże powinny być zdrowe? Czy Pan posyła chorobę tylko w jakimś celu, ale życzy dobra człowiekowi?
Dmitrij: Tak jest, bez wątpienia.
Wiktor: Bracie Mitia, z naszej rozmowy wywnioskowałem, że ludzie sami przychodzili do Ciebie po radę, żeby otrzymać uzdrowienie, ale czy było kiedyś tak, że Bóg wysłał Cię gdzieś daleko?
Dmitrij: Było tak. Pewnego razu Bóg otworzył mi drogę do Suchumi, było to jakieś 8 lat temu. Zastanawiałem się dlaczego Bóg mi nie pokazuje, ale pojechałem tam i pytałem: „Panie, co dalej? Dlaczego jestem tutaj?” Bóg odpowiada: „Moi synowie i córki doszli do tego, że mówią, iż cuda się nie zdarzają. Twierdzą, że było tak tylko za czasów Apostołów. Przyprowadziłem Cię tutaj, ponieważ chcę im pokazać Swoje cuda i znaki”. Przyszedłem na nabożeństwo, usiadłem sobie i siedzę. Podczas nabożeństwa Bóg mi objawił: „Jest tutaj kobieta, siedzi tam a tam, źle pracuje u niej zastawka sercowa, ogłoś to po nabożeństwie, niech się odezwie – uzdrowię ją, niech zobaczą czy jestem Bogiem żywym, czy Mnie nie ma.” Po nabożeństwie poprosiłem wszystkich, aby zostali. „Znajduje się tutaj kobieta, u której źle pracuje zastawka sercowa”. „To ja! To ja!” – krzyczała i od razu Bóg ją uzdrowił. Zobaczyła to i zaczęła się modlić, aby przyszła łaska Boża. Niektórzy zaczęli uciekać, ponieważ poczuli na sobie grzech niewiary. To się stało rano, a wieczorem wszystko już wróciło na swoje miejsce. Ci, którzy nie wierzyli, pokutowali, ale wszyscy razem modliliśmy się i dziękowaliśmy Bogu za ten cud.
Wiktor: Biblia pokazuje, że niektórzy prorocy mówią w swoim imieniu.
Dmitrij: Tak, ale zwalczyć to można dość łatwo, szczególnie wtedy, gdy usługujący ma dar rozpoznawania duchów. Następuje to wtedy, kiedy człowiek wymyśla sobie, że chce zostać prorokiem. Gorzej, kiedy szatan dubluje działanie Boga przez mało uduchowionych ludzi – wprowadza wtedy siłę destrukcyjną. Naczynia Boże muszą zachować czystość i nie poddawać się pokusom.
Wiktor: Młode osoby pragną Boga, chcą mieć dary i działać przez nie. W jaki sposób młodzież może chronić się przed błędami i upadkiem?
Dmitrij: Pierwsze zastrzeżenie: w Piśmie Świętym jest napisane, że owce znają głos swojego Pasterza. Trzeba być bliżej Niego, modlić się i dążyć ku Niemu. Być w bardzo bliskim kontakcie z Bogiem. Duch Święty jest jak górska rzeka, jak bardzo szybki i burzliwy potok, kiedy wpada do niego jakiś brud, wynosi go od razu na brzeg i znów płynie tylko czysty potok. Szatan wszędzie chce wleźć i jeśli człowiek nie śpi, brud zostaje usunięty na brzeg, ale kiedy tylko ustawi się jakąś przeszkodę na potoku, woda bardzo szybko tęchnie, zaczyna produkować nieprzyjemny zapach – jest to podłoże dla działania szatana. Co chcę przez to powiedzieć? Nie trzeba stawiać tamy! Dlatego, że u nas dzieje się tak: jeśli proroctwo objawiło nie to, co trzeba, wtedy bracia od razu wołają: „Siostro, jesteś na złej drodze”. To też nie jest dobre, bo przez takie zakazy cierpi kościół. Trzeba tutaj okazać głęboką duchową mądrość, trzeba popracować z człowiekiem, oczyścić tę Bożą roślinę, odciąć suche gałęzie jak u winorośli, poświęcić jej tyle uwagi, ile potrzebuje oraz miłość chrześcijańską.
Wiktor: Jakie to jest skomplikowane!
Dmitrij: Bardzo skomplikowane, ale jeżeli zabierze się za to Jezus, wszystko wychodzi jak najlepiej. Chwała Bogu!
Wiktor: Chwała!
SZKOŁA JEZUSA CHRYSTUSA!
Wiktor: Bracie Mitia! Znany jesteś na Ukrainie, jako człowiek mający cenny dar uzdrawiania. Większość ludzi przychodzi do Ciebie, by pozbyć się swoich chorób, ale rozmawialiśmy i widzimy, że aby pomóc człowiekowi nie wystarczy tylko ten dar, czy nie tak?
Dmitrij: Oczywiście! Trzeba widzieć serce człowieka i znać przyczyny choroby, a są one bardzo różne i częściej należą do sfery duchowej, niż fizycznej. Trzeba posiadać jeszcze cały zestaw darów, które pomogą przeprowadzić badanie całej duszy. Załóżmy, że masz dar uzdrawiania, a spotkałeś ducha niemocy. Co wtedy robisz? Duch niemocy jest wtedy, gdy człowiek niby nie choruje, ale życia w nim nie ma. Kiedyś coś podobnego zdarzyło się: przyjechałem modlić się o uzdrowienie pewnej siostry, a Bóg pokazuje mi: „Mój synu, tutaj jest duch niemocy.” Pomyślałem sobie: „Jaka różnica? Chora, znaczy chora”. Nie wiedziałem, co to jest duch niemocy, więc zaczęliśmy się modlić, ale przez przypadek kobieta ta dotknęła mojej ręki i upadła, a odrzuciło ją z taką siłą, że nie okazywała żadnych oznak życia. Leżała i nie oddychała. Ludzie zaczęli się rozchodzić, a ja wystraszyłem się, ale zaraz przypomniałem sobie to, co Bóg mi powiedział. Bóg zaś powiedział: „Duch niemocy”. Ucieszyłem się i uchwyciłem tej myśli, jak koła ratunkowego. Pan musi skończyć działać, żeby duch mógł powrócić do ciała. Wszyscy się rozeszli, a ja zacząłem się modlić: „Panie Boże, niech dusza wróci do ciała. Duszo – w imieniu Jezusa Chrystusa – wróć do tego ciała.” Nie mam pojęcia jak długo modliłem się, ale zobaczyłem, że ramię się poruszyło i z radością posadziłem kobietę na krześle, ale głowa jej opadała. Trzymałem ją nadal i kontynuowałem modlitwę. Później zobaczyłem, że otworzyła oczy. Niedawno byłem w pewnym domu, gospodyni częstuje mnie, a później mówi: „Bracie Mitia, nie poznajesz mnie?” Odpowiadam: „Nie”. „Jestem tą kobietą, z której wypędziłeś ducha niemocy.” Chwała Panu! Czy mogłem ją poznać? Taka zdrowa, policzki różowe, a wtedy była bardzo chuda.
Wiktor: Powiedz, bracie, jak otrzymałeś ten dar? Wydaje mi się, że to cud. W jaki sposób otrzymałeś tę łaskę: od razu, czy z czasem? Jak długo prosiłeś?
Dmitrij: W sumie wychowałem się w kościele baptystów. Badając Pismo Święte zastanawiałem się: „Czyżby Bóg przestał działać w naszych czasach przez cuda i znaki? Czyżby wszystko to znikło?”. Zamyśliłem się i doszedłem do takiego wniosku, iż powiedziałem: „Tak, Panie, jeżeli jesteś, objaw się mi tak, jak za czasów Apostołów, daj mi taką samą siłę!”.
Wiktor: Bardzo odważnie!
Dmitrij: Tak! Wtedy byłem bardzo młody i zdesperowany. Obiecałem Bogu, że nie ożenię się i nie będę miał żadnego gospodarstwa. Powiedziałem: „Wezmę laskę jak Skoworoda i pójdę w świat głosić Słowo Pana.” Pan ochrzcił mnie Duchem Świętym i to był początek. Nie prosiłem o wielkie błogosławieństwo, ale uspokoiłem się trochę, a z laską też nie poszedłem i dużo nie głosiłem. Jednak pewnego razu odwiedziliśmy z jednym zielonoświątkowcem zbór baptystów. Posiadał on dar języków, objawienia i widzenia. Miałem motor, więc mówię do niego: „Zawiozę Cię tam, usłużysz, a ja być może przez to uzbieram grosik w niebie.” Pojechaliśmy do wioski, gdzie nas poczęstowano, a brat opowiedział wizję, jednak baptyści nie bardzo ją odebrali. Wtedy powiedział do mnie: „Pójdziesz głosić?” Odpowiedziałem: „Jeśli Bóg powie mi żeby pójść, to pójdę”. Czyżbym wiedział, jak Bóg wysyła, a przecież powiedziałem to tak po prostu... Bracia prosili mnie, więc wziąłem fragment z Biblii, w którym jest mowa o tym, jak Filip ochrzcił eunucha i pomyślałem, że przeczytam to i streszczę, ale kiedy zacząłem mówić usłyszałem, że mówię nie to, co zamierzyłem. Chciałem się pohamować, ale nie udało się. Słyszałem jak moje usta mówiły nie to, co chciałem. Pojawił się też język, którego w ogóle nie rozumiałem. Ludzie zaczęli płakać, a moja ręka wyciągnęła się do jednej z sióstr: „Módl się o swoją córkę, a przyprowadzę ją do Siebie.” A do brata powiedziałem: „Gdzie jest Twój syn? Dlaczego nie modlisz się o niego?”. Później było demaskowanie i wszyscy płakali. Próbowałem się pohamować, ale nie mogłem, próbowałem zamknąć swoje usta ręką, ale ona zadrżała i więcej się nie poruszyła. Patrzyłem czy gdzieś w pobliżu nie ma drzwi, ale drzwi nie było, tylko okno. Myślałem o tym, że narobiłem tyle zamieszania i czekałem, aż się to wszystko skończy i będę mógł usiąść. Czekałem na właściwy moment i już za chwilkę poczułem, że panuję nad sobą, więc od razu usiadłem, a ów brat powiedział do mnie: „Dlaczego nie mówiłeś, że masz dar proroctwa i objawienia?” Zdziwiłem się: „Czy to na pewno są dary?” „No pewnie, przecież przemawiał Duch Święty, pokazał ludziom ich serca.” Cały czas byłem zaskoczony, bo myślałem, że będzie to inaczej wyglądać. „Pewnie te dary są w Tobie już dłuższy czas – odpowiedział – tylko z nich nie korzystałeś.” Od tamtej pory zacząłem usługiwać na nabożeństwach. Najpierw Pan przemawiał przez moje usta, a kiedy sam chciałem się pomodlić, nic z tego nie wychodziło, bo inne słowa płynęły z ust moich: „Synu mój, w takim a takim rzędzie jest kobieta chora na to i na to, w takim a takim rzędzie jest dusza płci męskiej i ma taką chorobę...” Ten głos wskazuje od 15 do 20 chorób, czasami nawet 30. Wiecie co, wystraszyłem się, pomyślałem, że zszedłem z właściwej drogi. Bieda niesamowita, komu by o tym powiedzieć? Kto mógłby mi w tym wszystkim dopomóc? Pomyślałem, że jestem w beznadziejnej sytuacji, że już nikt nie pomoże mi się od tego uwolnić. Trwało to mniej więcej pół roku.
Pewnego razu byliśmy na nabożeństwie w małej wiosce Stiepanowce. Na nabożeństwie znów głos mówi do mnie: „Tam a tam jest dusza, boli ją prawa ręka.” Powiedziałem do siebie: „Wystarczy! Muszę się dowiedzieć czyj to jest głos” – i pomyślałem, że zapytam o to Boga: „Panie, co mam zrobić z tą duszą, która ma chorą rękę?” Głos odpowiada: „Po nabożeństwie wstań i ogłoś to, a kiedy będziesz to ogłaszać, Ja ześlę Ducha Świętego. Powiedz też: w imieniu Jezusa Chrystusa mówię Ci podnieś prawą rękę w górę. Ona ją podniesie i w tym momencie uzdrowię ją.” Pomyślałem, że jeżeli tak się nie stanie to znaczy, iż jestem na złej drodze. Po nabożeństwie podniosłem się zestresowany i zacząłem mówić, a tamta siostra już taka rozradowana, bo Bóg jej objawił, że dotknie ją Duchem Świętym. Cieszyła się, a na mnie zstąpiła taka siła i powiedziałem: „W imieniu Jezusa Chrystusa podnieś swoją prawą rękę.” Podniosła – „Wysławiaj Jezusa Chrystusa!” – i zaczęła machać tą ręką. „Nie boli! Nie boli!” Dopiero wtedy zacząłem coś rozumieć, ale jeszcze nie do końca wierzyłem.
Wiktor: No dobra, z darem uzdrawiania wszystko jest jasne, a inne dary na przykład dar rozpoznawania duchów pojawiły się od razu, czy z czasem?
Dmitrij: Pan uczył mnie jak małe dziecko, bo wszystko przychodziło po kolei, ale było we mnie coś szczególnego. Już powiedziałem, że należę do baptystów. Uważałem, że wszyscy ochrzczeni Duchem Świętym mają te dary, że wszyscy zielonoświątkowcy mogą to robić, ale kiedy proszono mnie bym pomodlił się o chrzest Duchem Świętym, dziwiłem się, dlaczego nie zrobią tego sami, dlaczego zbór się nie modli. Zaskoczyło mnie to, że widzą we mnie kogoś szczególnego. Przez dłuższy czas nie mogłem zrozumieć tego, ale w końcu doszedłem do tego, że spoczywa na mnie szczególna łaska Pana. Mówiłem też o swoich wątpliwościach, ale wtedy miałem silną młodą wiarę, którą z czasem traci wiele osób. Wierzyłem, że jeżeli w Słowie jest coś napisane, to obowiązkowo mam to otrzymać. Było nawet tak, że kiedyś jechałem motorem, ale się zepsuł. Wtedy zwróciłem się do Boga: „Panie, lepiej znasz tę technikę, paliwo jest, odpala, ale nie działa.” Pan mówi: „Wyżej, nad karburatorem śrubka się wykręciła.” Wkręciłem ją i motor pojechał. Dzięki tej wierze, łatwiej było mi iść.
Przychodzi do mnie człowiek, zaczynam rozmawiać z nim i spływa na mnie moc Boża. Zastanawiam się: „Dlaczego?” Jeżeli nie ma Bożej siły, to po co nakładać „zimne ręce” na człowieka? Pytam więc: „Jaka choroba? Dlaczego się pojawiła?” Wtedy Pan mi pokazuje: „Ta dusza zrobiła to i to, zgrzeszyła. Mam do niej żal, niech pokutuje.” Ja do niej: „Siostro, robiłaś to i tamto. Pokutuj!” Bardzo ciekawa była taka praca, zaczynałem się modlić i widziałem dobre rezultaty! Chwała Panu! Wiecie, ani razu nie pomyliłem się.
Wiktor: Dobrze mieć taki dar, ale nie wszyscy są tak blisko Boga, żeby prosić i na czas otrzymać odpowiedź.
Dmitrij: Pan chce, żebyśmy wiedzieli, jaka jest Jego wola! Ale dopóki nie możemy, Bóg wykorzystuje swoje „naczynia”. Pewnego razu byłem na nabożeństwie i widziałem jak wchodził mąż z żoną. „Ci ludzie umówili się, by nie mieć dzieci, dlatego poraziłem ich chorobą psychiczną. Jeżeli będą pokutować, uzdrowię ich.” Skończyło się nabożeństwo, wychodzę na zewnątrz, a mąż podchodzi do mnie i mówi: „Mamy problem”. Odpowiadam: „Znam wasz problem, jeżeli będziecie pokutować z wypowiedzianych słów, kiedy umówiliście się, że nie będziecie mieć dzieci, to Bóg natychmiast uzdrowi twoją żonę.” Patrzy się na mnie... „No cóż, żono, dokąd jeszcze pójdziemy? Będziemy pokutować.” Pomodliliśmy się i Bóg od razu ją uzdrowił, a wcześniej byli prawie wszędzie w Kijowie i w Łucku!
Wiktor: Wspomniałeś wcześniej o darze języków. Co to jest? Jak to wygląda w praktyce?
Dmitrij: Miałem przyjaciela, który posiadał ów dar i mógł rozmawiać z każdym obcokrajowcem. Spotykasz Francuza i modlisz się: „Panie, daj mi tę łaskę”, a potem mówisz w swoim duchu w ojczystym języku, a Duch Święty tłumaczy to przez Twoje usta na język francuski lub inny. Ten brat, kiedy był w wojsku rozmawiał z jednym Żydem po żydowsku, rozmawiali długo i tamten pomyślał, że ten brat także jest Żydem, ale kiedyś dał mu poczytać listy, które dostaje z domu, a brat odpowiedział mu: Nie umiem czytać! „Jak to możliwe? Tak pięknie mówiłeś i nie potrafisz czytać?” „To nie ja mówię tylko Duch Święty przeze mnie. Nigdy nie uczyłem się tego języka i nie umiem go!” Wyciągnął Ewangelię i pokazał Dzieje Apostolskie. Było to cudowne świadectwo o żywym Bogu dla przedstawiciela narodu wybranego i ten Żyd wkrótce się nawrócił dzięki temu świadectwu. Chwała Panu! Bóg ma nieskończoną ilość pięknych i zadziwiających rzeczy dla nas. I daje je tym, którzy Go kochają i pragną przybliżyć się do Niego



